Get Adobe Flash player

O nowej płycie...

WARSZAWA, LIPIEC, RANO…

Wypuściłem się twoim traktem  głównym

Warszawo w lipcu

 - W niedzielne rano…

Lekkość świąteczna płynie Nowym Światem…

- Jakieś niedosprzątanie ?..

Podfruwają obrusy

Krzesła dostawiają się do stołów

Kąpią się róże  natrotuarach - meksykanki

 Po narożnikach ulic

Chlapie się w wiadrach gawiedź

Otwocko – falenicka

- Lilie, półchwasty, floksy, rumianki

Niesie, niesie mnie pięknie

Traktem świątecznym twoim ,Warszawo

W lipcu

 

A przecież drży -

Idzie ze mną równocześnie

Ów niedorostek, dziecko

Co po raz pierwszy przybyło do stolicy

- Czterdziesty ósmy, może wcześniej ?

Między okopy

 W zgliszcza rumowiska

- Groby i krzyże jeszcze

Idzie

( Rękę dziś moją jeszcze ściska  )

Ach z jaką grozą i z dumą jaką

Pierwszy raz z ojcem na wycieczce

 Pamiętam ciebieMiasto  - na powrót 

Rozgarniające dopiero szlaki

Od założenia więc , pamiętam cię

- Ab urbe condita

 

 

I odzywają się -  te zradia z patefonu

               Kręcąsię piosenki wiersze

                - Jakuśmiech

                 - Jak wiosną budzący się zew…

 Od Wisły  po bramach

I w membranach

 Wiatr refreny gwiżdże

 Widzę cię entuzjasta

 Jak stroisz się, nozgódźmy się

                                    - pię kniejesz 

 Świeżo ceglana

Kraśna

 Schlapana wapnem

 Biało – czerwona,  więc  wspólna

 Wiec i moja ?

- Legendo, trudzie, krwi męczeńska

Rano, krzyku

- W szalunkach, rusztowaniach…

Nadziejo Podniesiona…

Niezachwiana

 

Z sierpem i młotem słyszę Cię

W pochodach

Z transparentami  natrybunach

Ze szturmówką w dłoni

- W obłudzie wyćwiczony

  Cwaniaku  zmoskwiciały…

         Nie lubię cię takiej Warszawo

Pamiętać nie chcę

 Ni utrwalać…

 

Tę drugą

 - Tę spod spodu

Niech wydobywa moja strofka

- W ukryciu przycupniętą

 Na łazienkowskopowązkowskich fundamentach

Szepczącą  po kawiarniach, w kuchniach

W teatrach kabaretach

Na rogach ulic puszczającą oko i ulotki

Wiadoma rzecz – stolica !

Drwiąco-wiedzącą: kto tu  kim ?

I czym się tu oddycha  

 

 Lata mijały,dziesięciolecia

Tym samym spod kolumny szlakiem

Co trochę brnąłem mknąłem

- Z goryczą, w zachwyceniu

Szczęsno nieszczęsny zmilczając w sobie

Z życiem rozrachunki

Lecz inny,  po Stachurze  refren

- Co tędy po Krakowskim zbiegł już wcześniej

Tym chwilom  służył lepiej :

„ Przysięgam wam, że mija czas

I leczy rany ‘’

Że przejdzie, przejdzie, nic to nic

 Śpiewaliśmy wszak razem

-Wiedzieliśmy to wspólnie

 

Iloma ściegi zszyty z tobą ?

Schodzony  razem  przeszły

Dziś oto idę

- Niesie mnie znowu niesie

Traktem królewskim twym lipcowym

 I świątecznym

 W niedzielny ranek

 Idę  niepodzielny

Czule i ostro pamiętający

I siwogłowy  cóż,dzisiejszy

W słoneczne wietrzne rano

Z nielekkim sercem

                Bez żalu niesie mnie  wszak lekko

- Oddane już co miało być oddane

Piękniejszą ciebie widzę znów

I strojną

- Uśmiech mi odwzajemniasz i spojrzenie

 - Gdzież  taki już widziałem ?..

             W kobiecych oczach, wiesz Warszawo

            Po latach czasem  uśmiech się taki zdarzy chwycić

            odczytać :

                           …tak,  moglibyśmy ,  właśnie my

           - Lecz się nie stało…’’

         Kiedy powiada

         I umyka

               - W domysły , przywidzenia

                               W melancholii mgły

  

Ach widzę że opowieść i piosenkę tę
Warszawo dobrze znasz

- Nie moja

Lecz moja  trochę też,Warszawo ?

 

                                                             Leszek Długosz