Żyjemy z sobą jak dwa gołąbki zgodne
Lub inna wersja – jak woda z ogniem
Ja i ten mój rozsądek
( - Jak para wspólną związana zbrodnią ? )
Lecz tak naprawdę ostatecznie
Na kogo można liczyć ?
- Na przypadek całkiem nieobliczalny?
- Na inną parę równie zaplataną ?
Dzięki mu więc i za tyle
Za życie jakie pod wspólną gwiazdką
Telepie nam się tu i kołacze
Za choćby takie…
Ileż się naharuje, natłumaczy
Aby to w końcu pospolite stworzenie
Które uparł się trzymać na uwięzi
Nie umknęło sobie samo
- W nic i na amen
W każdej sekundzie
W szczelinie niebezpieczeństwa
Gotowy do usługi
Pobiegnie ,list chybiony zawróci z drogi
Do kubka wody wleje zamiast octu
Ustawi strony świata po właściwych stronach
Z mrzonki wytrzaśnie usprawiedliwienie
Co za służba , jakie poświęcenie?
Mogę się przecież w zamian zarumienić
Lub skrucha większa – ugryźć się w palec ?
Czy to jest ekwiwalent, za wstyd i szkody
Których mi oszczędza , a które widzę potem
Gdy spadnie tuman i zmieni się pogoda…
Obrażam go i oszukuję
- Wie dobrze co robię we śnie
Widzi za jak za dnia zdradzam go z byle głupstwem
I mimo że mnie ubezpiecza prawem moralnym
Estetyką i sforą zdrowych instynktów
To chyba też dostrzega – jak się oglądam
Aby się wytarzać
Z elementem, którym on śmiertelnie pogardza…
Niedorzecznie wytrzymały – wszystko wytrzyma
Wybacza
Zapomina
Życzę mu aby się przekręcił
Lub wreszcie wpadł pod koła samochodu
Sprytniejszy , wcześniej zdąży złapówką
Do psychiatry
Przekupi namówionego już kierowcę
Dzięki, zdrowemu rozsądkowi!
Dzięki i za to , że jeśli nawet dawno
Rozstał się już ze mną
Uczynił to tak rozsądnie
Że mogę sobie dalej wmawiać , iż między nami
- Wszystko jest jak dawniej
Jak zwykle
Jest OK
| « poprzednia | następna » |
|---|
