Get Adobe Flash player

O nowej płycie...

Do jakiegoś czasu składałem ( skrytą ) swoją listę szczęśliwych ominięć.– Przypadków, o których wiem,  że powinny skończyć się fatalnie,nawet tragicznie,  a udało się !Wywinąłem się…Szczęśliwy los, Anioł Stróż, głupi fart ( do wyboru  )  złe, najgorsze  nawet , odsunął. Zacząłem  nawet hodować  przekonanie o jakimś parasolu  rozpiętym nad moją głową ? O szczególnej być może  misji, skoro tyle razy „ ktoś interweniował”   i  osłonił mnie . Fatalne skutki odsunął ? Zapewnienia matki mojej, że urodziłem się w  czepku , też robiły swoje.  Przecież , tym w czepku urodzonym -  jakoś się przecież  uda?.. Tak też ostatecznie  pomyślałem i w niedzielny wieczór wyborczy.Cóż bowiem  mnie  się  przytrafiło ? 


Otóż  w  niedzielę  ową ( naturalnie,  spełniwszy wyborcze obowiązki  )  kiedym już  wylądował  w Dolinie nad Czerczem (na granicy ze Słowacją)  stwierdziwszy , że przygotowany  do zabrania laptop  (z planowaną robotą )został w domu, byłem bliski załamania… W dodatku razem z laptopem została  ładowarka do mojej komórki.  Bez ładowarki telefon natychmiast stał się niemy. Od Internetu sam się  odciąłem,   planowaną robotę diabli wzięli,  no tom się pięknie urządził…  Klęska. Widać los tak chciał. Na pociechę  powtarzałem  kolejny raz :  nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zwłaszcza w  niedzielny wieczór wyborczy.

           Była wszak jeszcze i ta możliwość .- Włączyłem  telewizor. Obejrzałem spektakl jaki z pewnością większość obywateli naszego kraju  tego wieczora obejrzała.  Ponieważ jednak i mnie poniosło (na niwie tejobywatelskiej)  postanowiłem   obejrzeć  więcej. Tym razem  los podsunął pod me oczyprogram już powyborczy. Program Moniki Olejnik z udziałem jej gości – posłanki Elżbiety Jakubiak i posła Niesiołowskiego, I to byłoto ! Łaskawe  to zrządzenie losu, przyniosło skutki najlepsze z wszystkich  możliwych dlamnie , tego wieczora.  Postanowiłem bowiem - tam  w dolinie Czercza –telewizora  więcej nie  tknąć. Wyleczyłem się skutecznie.. Poziom agresji,  jaki ujrzałem ,  przekroczył wszystko co  zdołałem w tego typu programach dotąd zaliczyć.Pretensje mam do wszystkich trzech postaci. Marszałek Niesiołowski, widać, jeszcze nie pozbywszy się  wyborczego stresu,  przeszedł  wszystko , co dotąd ustanowił w zakresie  swojej specjalności .  W zakresie  arogancji i agresji. W zakresie  krótko mówiąc, chamstwa. Pani redaktor Olejnik, w sposób zdumiewający nie reagowała ! Pomijając wszelkie inne  względy , nie interweniowała  choćby i dla zwykłego  szacunku wobec drugiego gościa jej programu. Do posłanki PiSu  też zgłaszam pretensje, że nie opuściła studia,  Zdecydowała   się wytrwać ?  Pani Poseł… jako  uczestnik Pani elektoratu,  mam pretensje i o to , że  znosiła Pani tego rodzaju obrazę.   Bo to nie była tylko  obraza Pani. I to wkażdym aspekcie. To obrażało i Pani wyborców, których Pani reprezentuje. Niewiem, jakie są  osobiste granice   Pani   wytrzymałości  i jakie są  granice przyjętych  być może założeń…  (Tej   „ budującej zgody”, tej „ ręki wyciągniętej do porozumienia ” ) Moja osobista prośba jest taka -  na przyszłość proszę wyjść  ze studia. Proszę  poprostu  nie uczestniczyć w tego  rodzaju „ spektaklu”.    Niech to tak -  „ samo się  buzuje i popisuje”. A  ma czym.. A raczej kim…

No i tym sposobem rozstałem się  nad  Czerczem  także i z telewizorem.  Zostałem ze swoimi sprawami. - Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, powtórzywszy jeszcze raz .

 Chodzę w góry.Oglądam łąki   w najpiękniejszym  ich spektaklu. . Wzrok syci się  cudowną ofertą zieleni i błękitu. Na  staroświecka modlę – myśli i dusza  , kąpią się w najłagodniejszych żywiołach fantazjii  wspomnień. Projekty snując na przyszłość….  Z całkowitym pominięciem świata, który tamteraz  na nowo właśnie się układa. Albo ,jak się to powiada -  który się  właśnie tam  „ załapuje”.

   Z Antonio Soler i zJose Vela, pisarzami hiszpańskimi ( a spojrzyjcie choćby w Internecie, kimżeoni  ! )  z którymi , w ramach kooperacji Stowarzyszenia Pisarzy Europy (poprzez powołanywłaśnie  Europejski Dom Literatury wNowym Sączu )   realizujemy  tzw. stypendia  pobytowe , toczmy jakże ciekawe, zabawne rozmowy. Nawet  próbujemy  wspólnych tłumaczeń… Ale o tym, może w oddzielnym felietonie?

 Tak się   przy okazji składa  -  Im  na Mundialu idzie świetnie. A ja ? Z uczuciem ulgi  powtarzam  po raz kolejny  – No to spokój.  Ileż mi oszczędzono ? Doprawdy  znów  los mnie nie kopnął  .