Myślę prawie z goryczą – ktoś tu popełnia błąd ? Im więcej powinienem wybywać za miasto , im bardziej człowiekowi tęskno za onym łonem zielonym , tym bardziej jawi się to trudne. Prawie niemożliwe . „Przywalony medialnie”, uwięziony w rozmaitych zobowiązaniach ,schwytany w faktyczne ( czy narzucone sobie ? ) sidła, utknąłem w murach. To inny temat. Przystaję w oknie na podwórze wychodzącym . I myślę o tym dobrowolnym ( mimowolnym ) samo-uwięzieniu. - Wśród wysokich murów, niewielki ogródek, urokliwy zielony salonik… Wdzięczność i chwała sąsiadom za gust i za jakość tego prywatnego skrawka „ zieleni miejskiej”.
Po tamtej, po ulicznej stronie Brackiej, tam cała reszta świata . Więc i to . - Wszelakie faule, chamstwo, kombinatorstwo, tuszowanie, ukręcanie. I jeszcze trudniejsze do zniesienia - strojenie się w rangę, w autorytet. - Mędrkowanie. „Edukowanie” głupszej, ciemnej mniejszości. Wedle zwycięskiej diagnozy, odchodzącej na śmietnik historii . Spieszy się więc z mobilizacją dyżurnych i nowopozyskanych autorytetów, aby potwierdzały nieuniknioność takiego gestu historii. Aby przegrana masa ( czytaj ciemnogród ) nie miała wątpliwości - jaka sprawiedliwość dziejowa wreszcie się dzieje . Wyciągają więc owe autorytety , modne dezodoranty, postępowe barwiczki i róże . I kładą , przywalają - na brud, na zakłamanie. Na niepamiętanie. Ale co zrobić , kiedy spory procent , jednak wciąż pamięta ? Przecież pamięta , jak to szło ? W przeszłości , jakie czyje były zasługi. I konta ? Od tych bankowych poczynając , po te , dotyczące zwykłej przyzwoitości. - Jak się to zdobywało, wykręcało ? ( Wychodziło się na swoje ? ) Z wydmuszki , z nic, z nadużycia - jak się robiło cenną substancję ? Byle zaangażowaną po właściwej stronie . Kto się ośmieli o tym wspomnieć , ten jątrzy. To oczywiste. A jednak wolę opcję z okna podwórkowego. Lubię tam przystanąć i stamtąd patrzeć . Niewiele na tej przestrzeni rośnie , to fakt. Ale tym sposobem ( z tej pozycji) mam szanse na wnikliwe studium . - Element, symbol, wystarcza za całość ? Jak u Japończyków . Gałązka wiśni, kwiat pojedynczy , ważka, ptak - a wystarczająca to reprezentacja całości ? Teraz akurat w lipcu, patrzę na kwiaty hortensji. W pamięci mojej obecne od dawna . Obecne wraz ze świadomością wszelakich ich kontekstów . Ze splotem przyrody, kultury , sacrum. Widzę je od dzieciństwa , od grobu wielkanocnego . Pośród symboliki zmartwychwstania, te blade światełka doniczkowych hortensji. Pamiętam arcydzieło - poetycki portret nad portrety, słynny wiersz Rainera Marii Rilke – Błękitna Hortensja. Kto zna , kto chwycił urodę i sens tego wiersza, bogatszym stał się . Poprzez poddaną mu szansę, poprzez ukazanie możliwości takiego patrzenia na przyrodę Przywołuję inne arcydzieło. - Śmierć w Wenecji…Dekadencka , secesyjno erotyczno śmiertelna aura tego obrazu kinowego , według Tomasza Manna . Zrealizowana przez Lucino Viscontiego . Sekwencje udekorowane oszałamiająco bujnie , wszechobecnymi w tym filmie kwiatami hortensji. ( W tle muzyka Gustawa Mahlera ) Kto widział, i tych obrazów nie zapomni. I jeszcze mi się zgłasza Maria Kuncewiczowa . Jej słabość, czyli czułość do hortensji hodowanych w Kazimierzu, obok ich domu .. Krzew to obowiązkowo tam dyżurny. Po latach, w wierszu poświęconym „ Kuncewiczówce”, napisałem - że to jest lampa, przez gospodarzy zostawiona tam dla turystów. Nie byłem tam już trochę. Wierzę, że i dziś wśród ogrodu , sieje tam nadal swoje niebieskie światło, jakaś następczyni tamtej hortensji. . Z takim to obciążeniem pamięci patrzę z mojego okna…- Hortensja , błękitna lampa lata , w ciszy podwórka, pod moim spojrzeniem kwitnie… Zapowiada mi się. początek. - Czego ? Zobaczymy. Już słyszę głosy kpiące. Z sentymentalizmów i pięknoduchostwa mego . A jednak wolę okno na podwórze. Wybieram patrzenie w tamtą stronę . Gdyż jestem po stronie tamtego ciągu pamiętania. Że komuś wydam sie śmieszno nie dzisiejszy , nie szkodzi. Biorę to. Ktoś zawsze ( w każdych czasach ) z powodu tego rodzaju postawy ( takiego w oknie wystawania ) narażał się na ironiczny uśmiech. Jeśli nie na coś gorszego. Ale ja tak wybierając, czuję , że jestem po właściwej dla mnie stronie. I we właściwym towarzystwie. Mój wzrok , skupiony na niebieskiej hortensji , odbiera spojrzenia Tamtych… Patrzących kiedyś . Jestem o tym przekonany - jakkolwiek nie kształtowałyby się realia , i dziś, ktoś te spojrzenia powinien przekazywać następnym ? Transmitować je dalej ? Dla mnie akurat, udział w tej sztafecie, jest wyróżnieniem.