Wiersz, który chciałbym dzisiaj polecić Państwa myślom, nie jest rezultatem moich podróży… tam na Wschód. (Kiedyś wystarczało powiedzieć – na Kresy.) Choć - z pewnością - to był ważny materiał pomocniczy. Do napisania tego tekstu wystarczał materiał zebrany tu, z Miasta tego.
Obserwowałem od dawna Tych ze Wschodu. Przemykający z jaką niepewnością i skrępowaniem po ulicach Krakowa, widać było - czuli się tu niepewnie. Rodacy ze Wschodu… Przybywający - w postaci obywateli tamtych państw. A przecież, myślałem - może i bardziej uprawnieni do tej królewskiej drogi, niż nie jedni stąd ? - Stołeczni i Centralni…
Polacy ze Wschodu… Ileż im polszczyzna (najszerzej pojmowana) właśnie Im, ile zawdzięcza? Nigdy nie oderwali się od korzeni. To Im Polskę odcięto. I to nie z ich winy. I to oni, ofiarę Polsce złożyli, może większą i bardziej krwawą niż Inni.
To ja patrzyłem ze skrępowaniem na to ich skrępowanie. Na niepewność, czy ta droga, ta królewska na Wawel, to też Ich droga? A na Wawelu to oni u siebie? I czy ta cała królewskokrakowska spuścizna, przynależy do Nich także?
Zapytany, czy podpisałem, powiedziałem że tak, i że jeszcze raz obydwoma rękami podpisałbym ten apel… Ten apel zainicjowany przez śp.marszałka Macieja Płażyńskiego( kontynuowany teraz przez Jego Syna) zmierzający do uchwalenia ustawy o obowiązku repatriacji (przez państwo polskie ) wobec rodaków pozostających na Wschodzie. Do ojczyzny, do kraju przodków, pragnących wrócić. Bo to nasza, ani łaska, ani dobra wola, ale zwyczajnie - moralny obowiązek. To nasz zawstydzający dług.
| « poprzednia | następna » |
|---|
