Co do mnie, to nie na gałęzi, nie w stawie , ale na obłoczku wspomnień usytuowany odpływam...Unoszony w stronę rozbrzmiewającego wstolicy, Konkursu Chopinowskiego. Ponoć.
Słyszał ktoś z Państwa coś z dotychczasowych przesłuchań ?.. Pewnie to moja wina, ale jakdotąd niewiele udało mi się trafić. -Toteż wspominając aurę dawnych konkursowych dni, szepnę : jakże było inaczej... Prawda. Świat był inny. - Mniejszy? Bardziej skupiony? Zapewne uboższy, ale też pewne , że pozbawiony wielu obecnychplag. Nie zainfekowany aż tak - tandetą, i „szumo-śmieciem".
Który to „żywioł" dziś stał się medialną czołówką. ( No jakaś efektowna klęska , katastrofa?.. To wciąż przebije się. ) Normalnie , poprzez ten zamęt i pomieszaniewszelakiej info- papki, z trudem dociera informacja z tzw. wysokiej kultury. Wiec i przedsięwzięcie , dla niektórych - naftaliną zalatujące , czyliKonkurs Chopinowski , znalazło się tam ,gdzie mu dziś miejsce zaoferowano. Leczja , od pacholęcych dni pamiętam jakim naprawdę oczekiwanym wydarzeniem był ten Konkurs. Obserwowała i komentowała go cała Polska. I działo się tak nie z braku innych atrakcji, nie z nacjonalizmu ( zawyrokowaliby chętnie niektórzy ) ale dlatego, że wytworzono tak sprzyjającą aurę i okoliczności. Nawet, pewnego rodzaju snobizm. Przez parę tygodni ,społeczeństwo sycone preludiami,etiudami , mazurkami ( i innymi opusami ) autentycznie wciągało się. Nie tylko znosiło to, ale nawet jakby ulegało zbiorowemu zauroczeniu ? Chopin zawłaszczał je ... I tak, przy okazji odrabiania „obowiązku narodowego", odrabiano wspaniałą lekcję umuzykalnienia. Kibicowano,od góry do dołu . Od sal koncertowych, po rozmowy w biurach, w pociągach, w poczekalniach . Mówiło się o konkursie, faworytach, jurorach, biografii Frycka, o skandalach. Prawdziwie oswajając się z fortepianem i bezboleśnie przyswajając wiedzę z zakresu muzyki, historii, i więcej - zkultury... Tacy triumfatorzy „Tour deChopin" jak Pollini, Argherich, Zimerman, czy przegrany(to jest wykluczony, ale zwycięski) Pogorelić, wprowadzali się na stałe do wyobraźni i pamięci rodaków. Dzis ? Ktoś zadecydował ozamknięciu Konkursu w kręgu zainteresowanych . Owszem, oni tam w Warszawie, zdobywcy biletów i karnetów, słuchają... Ale wgłębikraju - w interiorze ? Jak dotąd, niewiele co usłyszysz. Za to mamy zalewinformacji i dań, polecanych jako tzw. propozycje z zakresu kultury. By jeszcze razwspomnieć horrendalny ów koncert gniot zGdańska ( w każdym aspekcie ) podany jako zwieńczenie obchodów XXX lecia Solidarności. Toczy się więc Konkurs dla wybrańców, dla Tych na miejscu. I dla jakiegoś procenciku korzystającego z TV Kultury , z Dwójki Radiowej. Rozbrzmiewana mało uczęszczanej planecie. A reszta? - Jak się skończy , to się dowie. Ztym większym więc zdumieniem, poszukując wiadomości z bieżących przesłuchań , natknąłem się na informacje podane jako „kulturalne". Oto w czwartek siódmego październikadowiaduję się , że - dyrektor Filharmonii Śląskiej, pani Grażyna.Sz. dla uczczenia roku chopinowskiego, zanurkowała w Jeziorze Budzisławskim ( maruderzy wtrącają , że to staw ledwie) aby dla uczczenia Roku Chopinowskiego, zagrać tam na zatopionym ( przypadkiem ? )fortepianie. Jednak, z powodu dużejilości mułu osiadłego na klawiaturze, wykonanie ( nie zdołałem wyłowić , którejto kompozycji Chopina ) nie powiodło się ! Po tej wiadomości, do późnych godzin wieczornych, mój umysł nie mógł dojść do równowagi. W podobnym stanie zamącenia pozostawało też moje jestestwo , na wieść( oglądałem fografie prasowe ) o akcie twórczym, absolwentki krakowskiej Akademii SztukPięknych ! ( Miłosiernie pominę nazwisko ) Z kolei ta artystka , wyposażona w dyplom wspomnianej uczelni, kontynuując swoje artystyczne poszukiwania - obecnie włazi na drzewa ! W ramach, lub w programie ( ? ) „ rozgałęziania kultury..." . Donoszą mi, że właśnie zakończyła zamierzoną akcję ( dzieło ?... ) wspinającsię na dąb , rosnący na Plantach, przed UniwersytetemJagiellońskim. Przedstawiono całość , jak i szczegóły tej kreacji artystycznej. Artystka ubrana w czerwoną spódnicę, po chwili wspinaczki , osiągnęła upatrzoną gałąź. Następnie, poniekąd w finalnej kodzie swego aktu twórczego, pod wspomnianą spódnicą, rozjarzyła umieszczone tam uprzednio lampki.Nie wiem , jak rzecz się miała w wypadku podwodnego koncertu , ale artystyczne włażenie na drzewo, było przedsięwzięciem dokumentowanym, filmowanym itd. Także finansowanym, z jakichś , i bodaj nie z prywatnych funduszów ? Teraz już tylko czekamyna opublikowanie albumu, utrwalającego te dokonania? Dlaczego zestawiam te współczesne ewenementy. Artystyczne ? - Może lepiej oddają skale zamętu ? I skalęusankcjonowania zamętu ? We wszelakim chyba już zakresie i wymiarze ? O Fryderyku, gdybyświedział ! Gdybyś przeczuł twórcze zapędy późnych wnuków ? Może byś złożył jakie- preludium na koło ratunkowe ? Albo etiudę na piątą klepkę? Zostatniej chwili. W Telewizyjnej Dwójce wypatrzyłem w programie czwartkowym - Wieczór artystyczny.Zwycięzca: Rafał Blechacz - film dokumentalny. Godzina emisji - 2, 15 ( oczywiście po północy, żeby nie było niejasności )
| « poprzednia | następna » |
|---|
