Get Adobe Flash player

O nowej płycie...

Wszystkim  przywiązanym do  obrazu naszego Miasta ,  a ściślej – do  określonego klimatu kulturowego  ( poziomu, stylu  ) „Krakowa tamtych dni”, ta wiadomość  przyniesie smutek i zrozumiałą zadumę. W zeszłym tygodniu  „wyprowadził się, ubył nam  z Krakowa”  ,  Lech Przybylski. Ktoś wielce tutejszy,   przez  wiele lat z tutejszym  środowiskiem artystycznym związany . Pochowany został w ubiegły czwartek na Cmentarzu Rakowickim . Można powiedzieć, odszedł równie dyskretnie i po cichu, jak i za życia był człowiekiem   wyciszonym  ,  nie ekspansywnym.- Nawet jakby świadomie godzącym się na drugi plan ?   

Był artystą plastykiem,  i chyba jeszcze kimś ?... Otóż  i to. - Kim jeszcze ?  Przez lata pełnił funkcję , którą dziś się  określa  – stylista , specjalista od wizerunku ? Dawniej , trochę wcześniej ,  może  wystarczałoby –   esteta ? 
Zajmował się  projektowaniem wizerunku… Tak by się też  ten rodzaj działań dziś określiło ?  Pracował dla  wydawnictw, instytucji artystycznych , dla  rozmaitych przedsięwzięć ( po dzisiejszemu  znowu -  dla projektów  kulturowych ). W Wydawnictwie Literackim przez lata , będące akurat okresem świetności tej firmy,   ,pełnił  funkcję  naczelnego grafika . Zapamiętany  będzie   przez  swoją  długoletnią  pracę dla Teatru Starego. Nie wątpię, teatromani  mają w pamięci  choćby dawny „wystrój Starego” ? Wiele  i  dziś  , klasycznych znamion  tego teatru  - afisze, zaproszenia, również programy, to ślady po nim. Pamiątką szczególną i  zapewne  taką , która długo jeszcze pożyje,  jest  logo Teatru Starego, znak firmowy tej Sceny. Właśnie autorstwa Przybylskiego.   Rozproszone  jego prace  , jednak najczęściej    pośród tej różnorodności, okładki  , afisze,  wnosiły w zgrzebność minionych dziesięcioleci ,elegancję , rodzaj powściągliwego wyrafinowania. Dyskrecją  swej estetyki, rodzajem  metafory, którą poddawał ,  pozwalał  publiczności , czytelnikom  ,  poczuć przynależność   do bardziej ekskluzywnego  kręgu kulturowego ? Jakże  innego,  niż oficjalny dookoła   gust  . Niż ten, który  „peerelowski  poziom” chciał nam narzucić.
Trzeba zauważyć , że tego rodzaju  działania  i  jednocześnie  przecież  twórczość -   realizując sie na styku  kilku dyscyplin – literatury, sztuki, teatru , czy muzyki (współpracował  Przybylski także  z PWM ) wymagały prócz profesjonalnej umiejętności,  także  poszerzonej wiedzy  z wielu dyscyplin.  Wyrażając się  w owym  symbolicznym znaku  ( którym mógł być projekt czysto artystyczny, ale i tzw. użytkowy  -  dekoracja, przedmiot, jakiś obiekt )  prace te  stanowiły  rodzaj  określonej  gry. Rodzaj podpowiedzi  , sugestii…  - Estetycznej ,  programowej,  bywało i wprost  ideologicznej.
Krążąca po śródmiejskim  szlaku „ raczej pogodnie uśmiechnięta” ,  zazwyczaj  nieźle też  objuczona  książkami, rulonami, teczkami papierów,  postać  Lecha P. trochę intrygowała ? Ale i sugerować mogła przechodniom  rodzaj zajęcia i  te  interdyscyplinarne  zainteresowania  tegoż „ Nosiciela” ?  Działo się to przecież na ile, przed epoką szybkiej internetowej  dostępności .  Informacje, przykłady, trzeba było po prostu wyszukać ?  Odsłuchać, pooglądać, sprawdzić  we właściwych kompendiach.  Kto na tej trasie   ( WL,  Teatr Stary, MCK, Floriańska, Sławkowska, Bracka  ) miał sposobność napotykać  owego  gentelmana  -   w ruchu ulicznym jakby  zagubionego  , raczej niespiesznego,  zazwyczaj z ochronnym uśmiechem na twarzy-  rozumiał lepiej , czemu miały służyć  te nieodstępne przy nim zbiory . A upewniał się, oglądając   domowe  Przybylskiego półki,  arcyciekawe ,  ambitnie przepełnione . 
 Braliśmy  do ręki prace Lecha Przybylskiego , „ wypieszczone”  projekty, eleganckie piękne druki,  wyszukane przedmioty… i rzeczywistość wydawała się z nimi  piękniejsza .  Z lepszej gliny  urobiona ?   Nie z  socjalistycznego iłu i sztampy.   W sumie  w Mieście K. należał do tego szerszego grona , którego reprezentanci -  czy to indywidualną pracą,  czy to  poprzez Instytucje  (które  swoim  gustem i wkładem,  określali )  kreowało obraz i poziom ,  o którym  znacząco dziś  powiadamy  -  tamten  Kraków. Mając na myśli  poziom  - dawnego „Starego” ,  dawnego Wydawnictwa  Literackiego, dawnego Przekroju, tamtego Biennale Grafiki ...Ten „drugi plan” Lecha  Przybylskiego, też  wlicza się do  kulturowej klasy minionego już  Krakowa. Za to, niech  poleci za Nim wdzięczność  czytelników i publiczności ,  świadomych  funkcji i jakości  jego wkładu . Także , słowa serdeczne  niech pomkną    z bliższego kręgu. Od znajomych i przyjaciół -   że był człowiekiem życzliwym. Określiłbym go tak właśnie - spolegliwie uśmiechniętym. Wiem coś o tym, bo był moim najbliższym „ sąsiadem z góry” . Wiadomo,  jak  „ryzykowną  propozycję”, może stanowić w życiu ,  sąsiad z góry. Łączyły nas najlepsze sąsiedzkie relacje. W kamienicy gdzieśmy się wprowadzili (  upłynęło  trochę już  czasu)  , w większości zamieszkałych  rodzin,  szefostwo  familii, dziwnym trafem należało do któregoś z Lechów, Leszków. Zostało nas dwóch.  Dawnymi  czasy ,dom taki pewnie by nazwano  – „Kamienicą pod Leszkami?”  Mnie , po Leszku Przybylskim  została   osobista pamiątka. Pięknie zaprojektowany ( niestety zepsuty w drukarni ) tomik moich wierszy – „ Po głosach, po śladach”…-  No i  tak to już nomen omen ,  jako  ślad wspólnej  naszej tu krzątaniny , jako pamiątka mi  zostanie…