Idąc akurat Poselską od Plant w stronę Grodzkiej , gdzie we środę 20 tego w Collegium Iuridicum będę miał koncert, minąłem miejsce , które przypomniało mi pewną scenkę z dawnych lat. Obrazek to , nawet mniej - sytuacyjka… zapamiętany okruch rzeczywistości, dla mnie zabawny i jak sympatyczny. Postanowiłem na papierze przypomnieć to i Państwu. A jeśli przypadkiem już wspominałem ? Nie zmienia to faktu, że tkwi on we mnie szczególnie (ta scenka z dawnych czasów) a ja , według Aleksandra Fredry, prawdopodobnie zamieniam się w dyżurnego starego pana Jowialskiego . Znanego z ustawicznego opowiadania tego samego. Prawie do rymu.
- Było to w połowie lat osiemdziesiątych. Mieliśmy wtedy jedno wspólne Polskie Radio, dwa programy Telewizji Polskiej , jedną wytwornię płytową - Polskie Nagrania ( niebawem doszedł „Tonpress” ) i tak wyglądał wtedy świat w rozdziale pt. media audiowizualne. ( Termin jeszcze wtedy nieznany ) Byłem wtedy osobą goszczącą często w owych mediach . Aliści ( ach kogoż to słówko przypomina ? ) w kolejkach swoje trzeba było odstać. Wąskie gardła , moc przerobowa , kompletna anemia z papierem , z masą na płyty , z czym tam jeszcze, jedno niedoczekanie ! Życie wszak było po to . Nagrany materiał na płytę w tych warunkach normalną koleją rzeczy, czekał około roku na wytłoczenie. I to był niezły termin . Czekało się głownie do tłoczni, a jeszcze większe kolejki ustawiały się do poligrafii, w sprawie okładki. Po nieznanym mi , a rzeczywistym sukcesie mojego pierwszego long playa ( o czym w Polskich Nagraniach dowiedziałem się poniekąd przypadkowo , ileż później ) czekałem cierpliwie na następną płytę. Czekałem tyle, że pewnie po półtora roku od wyjścia ze studia , chyba przestałem czekać, pogodzony – kiedyś tam się pokaże. Aż tu owej wiosny( o to pamiętam dobrze ) sąsiad na schodach w Szarej Kamienicy , gdzie wtedy mieszkaliśmy ,mijając mnie , mówi : panie Leszku, widział pan , na wystawie w Muzycznym na Rynku leży pana chyba nowa płyta ? Jak ożywczym cudnym prądem rażony zawróciłem sprawdzić. Rzeczywiście leży! Tu muszę wtrącić i przypomnieć – był to jeszcze świat sprzed telefonów komórkowych , komunikacja wyglądała inaczej. By uzyskać w domu numer telefoniczny czekało się poniekąd pokoleniami , po kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Najczęściej doczekiwało się gdy jakiś posiadacz sąsiad przenosił się do innego wymiaru. Ode mnie z Szarej na Rynku, biegło się telefonować poprostu na Pocztę Główną .
Racjonalnie tedy rozpędziwszy sie w tym kierunku- by do Nagrań , jako niepoinformowany autor wykonawca, z reprymendą dzwonić , zamiar porzuciłem, myśląc racjonalnie - cóż to da ? Najważniejsze , że jest ! Cieszmy radujmy się , doczekało się ! I swoim zwyczajem ,sprawę postanowiłem spacerkiem, kłusem raczej po mojemu , po wiosennych Plantach rozchodzić. Emocje rozładować. Świat był jaki właśnie był. Dookoła kraj Breżniewa i Jaruzela...- Brud smród, pustki, zamordyzm, beznadziejna czerwonka. Ale przecież właśnie i na tym świecie wiosna też szła ! Dzień jasny fiołkowy na Plantach dzwonił, wśród gałęzi świergoty. Dołem trawka zielona, forsycje szalały. Na wystawie w Muzycznym wreszcie moja nowa płyta leży! Trwaj chwilo , dniu jesteś piękny ! I tak świat rozpatrując, wchodząc na Poselską od Plant, widzę jakby ustawiony dla mnie teatrzyk ? - Stoi po drugiej stronie ulicy młodzik. - Późny licealista, może wczesny student ? Stoi , czeka o mur oparty, kręci się dziwnie. Na mój widok jeszcze jakby bardziej. Skonfundowany jakiś ? Wyraźnie patrzy na mnie i nie patrzy? No wtedy to ja miałem rozpoznawalność ! Ten , okiem kuka, uśmiech po nim chodzi dziwny. Ale zawstydzany spłoszony jakiś? Idę po drugiej stronie uliczki , dobrze widzę. Ale – widzę i nie widzę? Trzyma on w ręku mały wiosenny bukiecik … i MOJĄ NOWĄ PŁYTĘ ? Kryje przed moim wzrokiem , ale tak tę płytę trzyma , że mi pokazuje ? Nie przywidzenie. Prawdziwy on ,czy postawiony tam ? Idę i dalej myślę- czy ja to widzę , czy nie … gdy z zaułka obok Muzeum Archeologicznego, wypada dziewczę. Rzuca się w jego objęcia. On obejmuje , unosi ją niemal w tańcowaniu. No zakochani! Zachwyceni jeszcze pewnie tym wiosennym zewsząd podszeptem- Wszystko się odsłoniło…
Zauważyłem jeszcze mignięcie jego wzroku w moim kierunku, jakby mówiące . - Oto, co jest grane ! I we mnie śmiech jakiś uradowany się rozgościł. - Oto dowód ! Oto , po co ja to wszystko ? Jeśli jakiś zakochany chłopak, czeka na swoją dziewczynę z tym bukiecikiem i z tą akurat moja płytą ? To można pragnąć lepszego potwierdzenia sensu swojej roboty ? Czego artysta od publiki może oczekiwać więcej ?
Minęły lata…Czasem przypomina mi się ten obrazek z Poselskiej. I wtedy dalej czuje się uśmiechnięty, wzruszony. Nie, nie podszedłem, nie zagadałem. Nie chciałem wdawać się , wkraczać w ich sytuację .
Dziś rano przechodząc tamtędy – idąc załatwiać, tam dalej nieopodal, środowy mój koncert- znowu ich tam zobaczyłem ?
- Swoją drogą , ciekaw byłbym po latach dowiedzieć się - jak wtedy poszło ? Co było dalej ?
| « poprzednia | następna » |
|---|
