A tak ładnie się zaczęło: Nowa strona u Leszka Długosza, kolejne muzyczne Przyjemności, i coś mnie podkusiło, by
oglądać "BW przedstawia".
Do dziś sądziłam (o naiwności!), że prawie dwadzieścia lat temu skończyła się u nas epoka PRL-u, ale po oglądnięciu wieczorem programu Wildsteina doszłam do wniosku, że jeszcze daleko do jej końca.
Do dziś sądziłam (o naiwności!), że prawie dwadzieścia lat temu skończyła się u nas epoka PRL-u, ale po oglądnięciu wieczorem programu Wildsteina doszłam do wniosku, że jeszcze daleko do jej końca.
Gdy słuchałam
argumentów ludzi, skądinąd na "pewnym" poziomie, nie chciało mi się wierzyć,
że ten poziom jest aż taki niski. I nie chodzi tu nawet o wyraźne
niezrozumienie problemu, ale o nieumiejętność intelektualnego przedstawienia
swojej teorii, by mogła kogokolwiek przekonać. Człowiek, który z racji swego
zawodu ma możliwość wpływania na innych poprzez wydawanie opinii, osądów,
raptem nabiera wody w usta, gdy trzeba potępić normalne, szyte grubymi nićmi
zło. Bo to zło nie było skierowane przeciwko niemu... Bo ten, który to
czynił, był dobrym kolegą... Bo takie były czasy... Bo... Bo... Ani jeden
argument, nawet ten, który postawił na szali dokonania P. Ronikiera -
twórcy, menadżera, jako przeciwwagę jego wieloletniej działalności
konfidenckiej nie ma żadnego znaczenia. Przecież to są działania na tak
różnych płaszczyznach, że nijak się mają do siebie. Ktoś, kto pięknie pisze,
też może być łajdakiem i świnią; i to piękne pisanie bynajmniej nie "gładzi"
jego przewinień w stosunku do innych ludzi. My nie umiemy się rozliczyć ze
złem w najgorszej postaci, w nas samych. I co to znaczy: "przyjaciela broni
się do końca"? Przecież ten człowiek przez swoje postępowanie już przestał
być moim przejacielem, bo ponad tę przyjaźń przeniósł wygodę i pieniądze. A
kim w takim razie byli ci, którzy nie dali się złamać, zaszantażować, z
godnością rezygnowali z kariery i bycia pupilkami reżimu? Pospolitymi
frajerami? Na to wychodzi. Wie Pan, co zwróciło moją uwagę w programie?
Postawa młodych ludzi, pomagających Bronisławowi Wildsteinowi przy
realizacji programu. Oni wydali mi się nieprzekonani do tego, by sprawy
przeszłości ujrzały światło dzienne - no, skoro właściwie niewielu osobom to
zaszkodziło? Czy nie jest groźny ten relatywizm? Uczono nas, że zło jest
złem w każdej postaci, czyn naganny jest czynem nagannym. A dziś mówią, że
trzeba to mierzyć... jak, czym? Wiem, że wolałoby się tego nie wiedzieć, bo
to trudne, bolesne, wymagające rewizji spojrzenia na wiele spraw i ludzi. No
i burzy pewne mity - a my zawsze kochaliśmy brązy i pomniki. Poza tym już
wygodnie rozsiedliśmy się w nowej Rzeczypospolitej, a tu każą nam
odgrzebywać jakieś stare sprawy, według nich nikomu
nieprzynoszące korzyści. A gdzie sprawiedliwość historii? No tak, ją zawsze
można nazwać zwykłą zemstą.
Panie Leszku Drogi! Szczęśliwa jestem, że nie muszę przeprowadzać żadnych
osobistych rewizji poglądów życiowych - Pana twórczość i człowieczeńswo
stanowią jedno. W taki skarb dzisiaj (zawsze!) warto inwestować. Chociaż w
tej dziedzinie los mi sprzyjał i pozwolił wybrać właściwe wartości na
drogowskazy. Serdeczności - Anna B.
| « poprzednia | następna » |
|---|
